Piosenki dla Hrubeša i Mareša




         Vladimir Morávek
Piosenki dla Hrubeša i Mareša

Była jesień i Czechy całe żółte uległy beznadziejności, ponieważ mieli premierę filmu „Hrubeš 
i Mareš” w kinie Lucerna. Stali przed kinem w nowych ubraniach, uśmiechali się jak Helena Vondráčková na wycieczce do Nowego Jorku i stale myśleli o tych dwóch krytykach w gazecie. Pisano o nich, że film jest rozczarowaniem, a „Nuda w Brnie” była tysiąc razy lepsza.
Było im smutno, ale nie chcieli tego przyznać, mówili szybko i niezrozumiale, stale kogoś chwytali za ręce, a Budař przegryzł mikrofon.
Potem był wieczorek w Wiejskim Sołectwie; oni tam nie poszli, chodzili po Pradze - każdy z osobna, spotkali się w ciągu nocy trzy razy - raz w Troi, raz na Wyszehradzie, raz w KFC. 
Zaraz o świcie kupili wszystkie gazety, przeważnie o nich nie pisali. Poszli więc do automatów i przegrali pięć tysięcy trzysta czterdzieści koron.
Potem obok biegł praski prezydent miasta na czele maratonu; gdy je zobaczył, zupełnie stracił szybkość - skończył ostatni. Poszli na pocztę i radzili wszystkim, na jakie mają postawić liczby - żadna nie wygrała. Dzwonili w ten sposób do „Śniadania z Nową”, tam wygrywa każdy - ale nie wylosowali ich. Chodzili po Pradze i spotkali Jana Rejžka; on im powiedział, że przegrali, co mogli - ale oni tak nie uważali. Śpiewali bardzo cicho piosenki z filmu, wygrawerowali na tylnej ścianie Teatru Narodowego „Hrubeš i Mareš to piękny film”, podpisali "Jana Machalická”.
Była jesień i tęsknota biegła po chodnikach. Tak byli szczęśliwi i weseli, i spokojni jak małe piosenki w ciemności.

Amigo, levantate manana 
es tambien un dia.