Wywiad z aktorem (archiwum). Szukajcie, a znajdziecie. Rozmawiamy z Janem Budařem, odtwórcą głównej roli w filmie "Sex w Brnie"

Rozmawiała: Ewa Ciszewska, 8 lipca 2006

Szukajcie, a znajdziecie. Rozmawiamy z Janem Budařem, odtwórcą głównej roli w filmie "Sex w Brnie"



Z Janem Budařem , odtwórcą głównej roli we wchodzącym dziś na ekrany filmie "Sex w Brnie" Vladimra Moravka rozmawia Ewa Ciszewska.
Ewa Ciszewska: Polski dystrybutor, podobnie jak niemiecki, zdecydował się na tytuł "Sex w Brnie", zamiast dosłownego przekładu, który brzmiałby "Nuda w Brnie" (tytuł oryginalny brzmi "Nuda v Brně"). Co Pan sądzi o tej zamianie? Jan Budař: Niemiecki dystrybutor stwierdził, że tytuł "Sex w Brnie" przyciągnie do kin 
większą widownię. I chyba jego prognozy się spełniły, skoro Polacy poszli za jego przykładem. Tytuł "Sex w Brnie" w gruncie rzeczy oddaje treść filmu. Choć seks nie jest jego jedynym tematem. Ten tytuł trochę upraszcza wymowę filmu, ale już się do niego przyzwyczaiłem.

Czeskie kino ma w Polsce dobrą renomę. O sukcesie "Samotnych" Ondricka najlepiej świadczy fakt, że polscy studenci urządzają wycieczki po Pradze śladami bohaterów filmu. Być może takie pielgrzymki będą się także odbywać do Brna?

Byłoby bardzo fajnie. Ale jest pewien problem. Kamienica, w której mieszkała Olinka naprawdę znajduje się w Hradcu Kralovym. Do takiej wycieczki bardziej panowałby tytuł "Seks w Czechach". Hradec Kralove pojawia się dlatego, że właśnie w tamtejszym teatrze był zatrudniony reżyser filmu, Vladimir Moravek. Wcześniej pracowaliśmy razem przy realizacji sztuki "Łagodna" Dostojewskiego. Potem wpadliśmy na pomysł, aby napisać scenariusz filmowy i tak powstał "Sex w Brnie".
Jak wyglądały pana początki aktorskie?
Ukończyłem JAMU (Janackova Akademie Muzickych Umeni) w Brnie na wydziale aktorstwa. Potem pracowałem w praskim teatrze "Na zabradlí". Grałem w sztukach "Intryga i miłość " Friedricha Schillera i "W altanie" Jane Bowles. Następnie dostałem propozycję współpracy z brneńskim teatrem "Husa na provázku". Grałem w dwóch adaptacjach Dostojewskiego - "Biesy" i "Bracia Karamazow". A potem poznałem Vladimira Moravka i tak zaczęła się moja przygoda z filmem.


Czy od początku wiedział Pan, że chce grać a w filmach? Tak, to było moje największe pragnienie. Chciałem być aktorem filmowym. Chciałem być sławny. Zdaję sobie sprawę, że sława w gruncie rzeczy jest całkowicie nieużyteczna. Ale marzyłem o niej od zawsze. Teraz, gdy moje pragnienie się spełnia, jestem trochę zawiedziony. Świat kina niewiele różni się o tego, co widzę za oknem. To są ci sami zwykli ludzie.

Czy ma Pan wymarzoną rolę filmową? Czy propozycje, które pan otrzymuje, dają szansę na jego realizację? Bardzo chciałbym zagrać prawdziwego bohatera. Kowboja albo rycerza. To takie moje chłopięce pragnienie. Jesienią zacznę pracę przy filmie Dusana Kleina "Hodina pred slavou". Jest to taka opowieść z czeskiej wsi. Bohaterami są różnej maści dziwacy. Ja gram impotenta.

Zarówno w "Seksie w Brnie", jak i w kolejnym filmie Vladimira Moravka, "Hrubeš i Mareš  są przyjaciółmi do grobowej deski", gra Pan charakterystyczne postacie. Są to mężczyźni trochę niedorozwinięci, nie radzący sobie ze światem, oczywiście posiadają problemy z seksem. Czy jako aktor nie boi się Pan "zaszufladkowania"? Nie odbieram moich ról u Moravka w ten sposób. Ale rzeczywiście można znaleźć w nich zbieżność. Jednakże są to dwa różne filmy. "Hrubeš i Mareš" opowiada o wierze w Boga, o męskiej przyjaźni, o naszych pragnieniach, o tym, czego oczekujemy od życia. I oczywiście o miłości.


"Sex w Brnie" wchodzi dziś na ekrany polskich kin. Czy chciałby Pan coś przekazać przyszłym widzom? Nowojorski dziennik napisał o "Seksie w Brnie", że jest to jeden z najoryginalniejszych filmów czeskich ostatnich lat. Jest w nim dużo seksu (w powietrzu). Film będzie jedynie na dwóch kopiach, ale warto go poszukać. Szukajcie, a znajdziecie - "Sex w Brnie"!