"Polski film": czeska komedia kręcona w Krakowie [PL]

http://krakow.gazeta.pl/krakow/1,35798,10196328,_Polski_film___czeska_komedia_krecona_w_Krakowie.html


"Polski film": czeska komedia kręcona w Krakowie

 

Jerzy Armata
29.08.2011 aktualizacja: 2011-08-29 22:19

Czescy aktorzy na pokładzie specerowego statku Nimfa podczas rejsu po Wiśle

Czescy aktorzy na pokładzie specerowego [spacerowego] statku Nimfa podczas rejsu po Wiśle

Od kilku dni ekipa filmowców pod wodzą czeskiego reżysera Marka Najbrta kręci w Krakowie komedię, zatytułowaną... "Polski film".

Marek Najbrt
Fot. Michał Łepecki / Agencja Gazeta
Marek Najbrt
Marek Najbrt
Fot. Michał Łepecki / Agencja Gazeta
Marek Najbrt

Wszystko zaczęło się podczas ubiegłorocznej edycji Międzynarodowego Festiwalu Filmowego Off Plus Camera, na której "Protektor" Marka Najbrta został uhonorowany laurem najwyższym. Czeski reżyser otrzymał Krakowską Nagrodę Filmową (100 000 dol.). Dzięki współpracy krakowskiego festiwalu z Polskim Instytutem Sztuki Filmowej Najbrt dostał również możliwość uzyskania grantu w wysokości miliona złotych od Agnieszki Odorowicz, dyrektor PISF - pod warunkiem że jego kolejny film zostanie zrealizowany w koprodukcji z polską kinematografią. Przyszły projekt wsparł również kwotą miliona złotych Leszek Czarnecki, właściciel Noble Bank.

Czesi o Polakach, i vice versa

I właśnie po to, by wykorzystać przyznane pieniądze, pojawił się Najbrt ze swą ekipą w Krakowie. Jego nowy film, realizowany w koprodukcji czesko-polskiej (przy wsparciu Małopolskiego Funduszu Filmowego), będzie nosił tytuł... "Polski film". - Czy jego scenariusz istniał wcześniej i teraz został przystosowany do nowych warunków realizacyjnych, czy to całkowicie nowy projekt? - pytam czeskiego reżysera. - Istniał pewien pomysł, ale musieliśmy go gruntownie przerobić, umiędzynarodowić - odpowiada Najbrt.




- To historia ekipy filmowców, która przyjeżdża do naszego kraju kręcić film, no i wtedy zaczynają się prawdziwe kłopoty... - streszcza czeski scenariusz Agnieszka Odorowicz. - No nie do końca - precyzuje Najbrt. - Czwórka znanych czeskich aktorów, kiedyś bliskich przyjaciół, spotyka się po latach i postanawia wspólnie zrobić film. Realizacja tego projektu stanie się dla każdego z nich powodem do przeżycia własnego katharsis.

W "Polskim filmie" grają bardzo popularni czescy aktorzy młodego pokolenia: Pavel Liska, Tomas Matonoha, Josef Polasek, Marek Daniel oraz Jan Buda . [Budař] Wspomagają ich aktorzy polscy: Katarzyna Zawadzka, nagrodzona za debiut na tegorocznym Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni za kreację w dramacie Barbary Sass "W imieniu diabła", a także Krzysztof Czeczot oraz Marcin Kobierski.

- Współpraca z Czechami jest dla nas fajną przygodą. To będzie świetna komedia, z czeskim poczuciem humoru w najlepszym stylu - mówi Grzegorz Madej z firmy OFF Production, polski koproducent "Polskiego filmu".

O podobnych walorach wspomina w swej recenzji, pisanej na prośbę producenta, Xawery Żuławski, reżyser "Wojny polsko-ruskiej": "To scenariusz o bardzo dużym potencjale, wrażliwy i niegłupi. Urocze wypowiedzi Polaków o Czechach i vice versa dodają uroku i świadczą o tym, że twórcom scenariusza nic nie umyka z pozornych różnic, jakie dzielą nasze kraje".

Bez sprostowań

Sama realizacja filmu wydaje się już niezłą komedią. Kiedy podczas tegorocznego festiwalu w Karlowych Warach ekipa Najbrta realizowała jedną ze scen, w czeskich tabloidach o tym aż huczało. Otóż kręcono tam zaimprowizowaną konferencję prasową związaną z premierą filmu, którą realizują bohaterowie "Polskiego filmu". Podczas jej trwania jeden z aktorów mdleje - tak zapisano w scenariuszu. I tak też się stało. Następnego dnia ukazały się prasowe relacje z konferencji, skupiające się oczywiście na przypadku niedyspozycji czeskiego gwiazdora. A że paparazzi jednego z brukowców sfotografował go wychodzącego ze szpitala na tle napisu "onkologia", gdzie aktor znalazł się całkowicie przypadkowo, pojawiły się domniemania o jego straszliwej chorobie...

Podczas zdjęć "Polskiego filmu" realna istniejąca rzeczywistość często miesza się z tą wymyśloną. Ekipa niczego nie prostuje.

Jedna trzecia zdjęć (13 dni z 40) realizowana jest w Krakowie. - Czy Kraków gra w pańskim filmie Kraków? - zadaję reżyserowi dość retoryczne pytanie. - Tak, Kraków i Brno - odpowiada. Przypomina mi się casus "Braci Karamazow" Petra Zelenki, w którym kombinat nowohucki zagrała pewna huta słowacka, bo Nowa Huta - jak stwierdził reżyser po dość wnikliwej dokumentacji - zbyt mało przypominała mu... Nową Hutę.

Czesi uwielbiają takie zabawy. To u nich trafił na niezwykle podatny grunt - w ostatnich latach bardzo popularny gatunek filmowy - tzw. fałszywy dokument. Choćby słynny "Czeski sen" z 2004 roku, zrealizowany przez dwójkę studentów praskiego FAMU Filipa Remunda i Vita Klusska, poświęcony prawdziwej historii sfingowanej kampanii reklamowej nieistniejącego supermarketu, która wyprowadziła w pole - w przenośnym i dosłownym tego słowa znaczeniu - tysiące Czechów. Przypomina mi się inny fałszywy dokument nakręcony dziesięć lat wcześniej. To był chyba pierwszy film w tej konwencji, jaki widziałem. Nosił tytuł "Vynalz krasy" ("Wynalazek piękna") i opowiadał o inżynierze, który skonstruował Karela Gotta, popularnego czeskiego pieśniarza. Dzielę się z Markiem Najbrtem wrażeniami z tamtej projekcji sprzed lat. - To był mój szkolny film... - wspomina reżyser.