Tak się robi kino historyczne – rozmowa z Agnieszką Holland


Tak się robi kino historyczne – rozmowa z Agnieszką Holland

Agnieszka Holland | fot. wierniprawdzie.pl
– Praska wiosna była eksplozją i karnawałem wolności, po raz pierwszy zobaczyłam, że ludzie sami wychodzą na ulicę i są szczęśliwi z bycia we wspólnocie. Kiedy przyszła inwazja wojsk Układu Warszawskiego, zrozumieli, że przegrali, ale mieli wciąż nadzieję, że pozostaną jakieś enklawy wolności. Dla mnie to chyba najważniejsze doświadczenie. Chciałam opowiedzieć historię, z którą ludzie mogą się identyfikować. Myślę, że się udało – mówi Agnieszka Holland, reżyserka serialu „Gorejący krzew” o samospaleniu Jana Palacha. I dodaje: – Łatwo popaść w stereotyp, że Czesi to tchórze, a Polacy bohaterowie, Czesi są rozsądni, a Polacy – słomiany ogień. Gdyby ktoś naprawdę chciał zrozumieć odmienność czeskiej kultury, musiałby sięgnąć do odległych wydarzeń
Ewa Gajewska i Łukasz Grzesiczak: Serial „Gorejący krzew” opowiada o tragicznej śmierci Jana Palacha oraz o konsekwencjach jego czynu. Wraca w nim pani do czasów studiów w Pradze na przełomie lat 60. i 70. Jak wspomina pani tamte dni, a zwłaszcza praską wiosnę?
Agnieszka Holland: Dla mnie to chyba najważniejsze doświadczenie, takie inicjacyjne, formacyjne. Praska wiosna była eksplozją i karnawałem wolności, po raz pierwszy zobaczyłam, że ludzie sami wychodzą na ulicę i są szczęśliwi z bycia razem, we wspólnocie. Kiedy przyszła inwazja wojsk państw Układu Warszawskiego, zrozumieli, że przegrali, ale mieli wciąż nadzieję, że pozostaną jakieś enklawy wolności. Z czasem okazało się, że nawet te zabrano. Klęska praskiej wiosny pokazała Czechom i Słowakom, że nie mają szans w walce o wolność. Konsekwencją były apatia społeczna, konformizm i rezygnacja. Przeciw takim postawom protestował Jan Palach. Jego samospalenie nie było – jak często próbuje się to przedstawić – odpowiedzią na inwazję wojsk na Czechosłowację, ale reakcją na pasywność czechosłowackiego społeczeństwa.
Czym czeski komunizm różnił się od polskiego? A czeskie bohaterstwo i opór od tych w Polsce?
To trudne pytanie i łatwo przy nim wpaść w stereotypy, których pełno w relacjach polsko-czeskich: Czesi to tchórze, a Polacy to bohaterzy narodowi, Czesi są rozsądni i wytrwali, a Polacy to słomiany ogień. Pozornie, jeśli się patrzy na nasze historyczne doświadczenia, sporo w tym prawdy. Gdyby ktoś jednak naprawdę chciał zrozumieć odmienność czeskiej kultury, musiałby sięgnąć do odległych wydarzeń i bitwy na Białej Górze z 1620 r. Czesi w tragiczny sposób stracili wówczas swoją szlachtę i arystokrację. W wydarzeniach tamtego czasu można widzieć narodzenie czeskiego narodu mieszczańskiego, zresztą silnie zniemczonego. To przekłada się także na inne niż polskie relacje z Rosją, opierające się silnie na panslawizmie i poczuciu słowiańskiej solidarności. Czesi nigdy wcześniej w swojej historii – w przeciwieństwie do Polaków – nie doświadczyli krzywd ze strony Rosji, nigdy przed
XX w. nie byli nawet jej sąsiadami.
Te doświadczenia historyczne przełożyły się na odrodzenie państwa Czechów i Słowaków w XX w.?
Jak najbardziej, chociaż niepodległość odzyskaliśmy w tym samym czasie po I wojnie światowej, na skutek działań propaństwowych Dmowskiego i Piłsudskiego u nas, a tam Masaryka i Štefanika. Międzywojnie wyglądało już zupełnie inaczej – Czechosłowacja szybko stała się krajem rozwiniętym gospodarczo, zresztą Jednym z bogatszych w Europie. Natomiast Polska była szarpana trudami scalania ziem z trzech zaborów, właściwie nie miała mieszczaństwa. To też są doświadczenia zupełnie nieporównywalne, prowadzące do różnego wzmocnienia lub osłabienia tkanki społecznej i politycznej. Opór w stosunku do komunizmu bierze się gdzieś stamtąd. Na przykład dla Czechów i Słowaków najgorszą zdradą było Monachium 1938 r.: „Zachód nas opuścił i zostawił, opór nie miał sensu, bo byliśmy maleńkim krajem, który nic nie mógł poza oczekiwaniem na korytarzach historii na decyzję w swojej sprawie”. To doświadczenie niemocy powtórzyło się po stłumieniu praskiej wiosny.
Jakie są pani osobiste doświadczenia? Ze względu na represje nie mogła pani podjąć studiów w Polsce. Czy w Czechach także ich pani doświadczyła?
W Czechach oczywiście także doświadczyłam represji, ale – to muszę przyznać – Czesi, zwłaszcza profesorowie szkoły filmowej, zachowali się w stosunku do mnie wyjątkowo lojalnie, kiedy zostałam aresztowana. Moja sprawa była związana z polską opozycją. Spora grupa Czechów i Słowaków współpracowała z tzw. taternikami, którzy przerzucali do Polski przez Tatry nielegalne wydawnictwa i zostali aresztowani. Po tej wpadce wiele osób wylądowało w więzieniu, m.in. ja. Wypuszczono mnie dość szybko, siedziałam miesiąc. Oczywiście były naciski na moich wykładowców, żeby wyrzucili mnie z uczelni. Normalizacja już się zaczęła, jeszcze nie ruszyła pełną parą, ale już było jasne, w jaką stronę to wszystko idzie. Mimo to moi wykładowcy, nawet szef katedry Otakar Vávra, który miał opinię wyjątkowego konformisty, napisali mi świetną opinię i mocno naciskali, żebym obroniła dyplom. Nie musiałam kręcić filmu dyplomowego, za dyplom uznano mój film z trzeciego roku, napisałam jedynie pracę teoretyczną i otrzymałam świadectwo ukończenia praskiej szkoły filmowej. Wszyscy doskonale wiedzieliśmy, że za kilka miesięcy nie byłoby to już możliwe… Na początku lat 70. wróciłam do Polski, gdzie w międzyczasie nastał Edward Gierek i czuć było pewne oznaki odwilży. Natomiast w Czechach miałam proces, w którym zostałam skazana za „próbę rozbicia siłą międzynarodowego układu krajów socjalistycznych”.
Pamięta pani swoją reakcję na wiadomość o śmierci Palacha? Jak reagowali Czesi? Jak sprawę komentowano w Polsce?
Przyjechałam wtedy na święta do Polski i nie chciano mnie wypuścić, więc dowiedziałam się o tym z Wolnej Europy. Moja reakcja była taka jak powszechnie: wstrząs, przejęcie, poczucie, że stało się coś ważnego i że musimy coś zrobić. Jan Palach napisał w liście, że jest pierwszą pochodnią z grupy konspiracyjnej, która będzie kontynuować tę akcję, jeśli nie zostaną spełnione postulaty. Absolutnie w to uwierzyliśmy. Byliśmy przekonani, że jest to grupa, która zawiązała się podczas strajku studenckiego w listopadzie 1968 r. Mówiono, że jedna z naszych koleżanek jest kolejnym numerem na tej liście. Długo w to wierzyłam. Dopiero przygotowując się do kręcenia serialu, zapoznałam się z całą dokumentacją i dowiedziałam, że nie ma najmniejszych dowodów na to, że taka grupa istniała. Najprawdopodobniej Palach wymyślił to, żeby wzmocnić swój przekaz, by władze zareagowały. Dobrze się wczuł w nastrój tamtych dni – atmosfera idealizmu i wolnościowej egzaltacji wśród młodzieży była bardzo silna. Gdyby ktoś pokazał mi możliwość dokonania takiego desperackiego czynu (może nie samospalenia, bo nie wiem, czy znalazłabym odwagę fizyczną), pewno dałabym się przekonać.
„Gorejący krzew” to jeden z pani najbardziej osobistych filmów. Jakie emocje towarzyszyły jego realizacji? Czy było to dla pani w pewien sposób trudne?
Kiedy robię film, nie skupiam się na swoich emocjach, tylko na warsztacie. Pytanie, jak wywołać zamierzone emocje u widzów. Głównym naszym celem było opowiedzenie historii, z którą ludzie – również młodzi – mogą się identyfikować, w której mogą znaleźć swoje uczucia, pytania i wątpliwości. Myślę, że to się udało. Reakcje Czechów są niebywałe. Film został tam już wyemitowany w całości, w HBO i na wielu pokazach. Czesi przyjęli go jako pewien rodzaj przeżycia narodowego.
To pierwsza fabuła na ten temat. Czesi wcześniej nie podjęli się realizacji czegoś takiego. Skąd pomysł na serial i dlaczego właśnie teraz?
To nie był mój pomysł, przyszedł z Czech. Przynieśli mi go bardzo młodzi ludzie, teraz już absolwenci, ale wtedy studenci szkoły filmowej. Štěpán Hulík napisał ten scenariusz jako swój film dyplomowy. Jego jeszcze młodsi koledzy producenci stwierdzili, że nigdy nie czytali niczego ciekawszego, i postanowili doprowadzić do realizacji. Zgłosili się do czeskiej telewizji publicznej, ale ta nie była zainteresowana. Na szczęście materiał trafił do rąk jednej z producentek HBO, której bardzo się spodobał. Później przesłano go do mnie.
Jak układała się pani współpraca z młodymi aktorami, scenarzystami i producentami? Jakie było ich zrozumienie dla tej tematyki?
Oni są bardzo inteligentni, bardzo mądrzy i bardzo uczciwi, więc praca była wspaniała. Kiedy przeczytałam scenariusz, nie wiedząc jeszcze, kto go napisał, byłam pewna, że zrobił to ktoś z moich rówieśników – tak był prawdziwy. To talent decyduje o tym, że nie jest ważne, czy przeżyło się coś bezpośrednio, czy nie. Prawdziwy twórca jest otwarty na prawdę różnych światów. Ten rok spędzony w Pradze, podczas pracy nad filmem, wspominam jako jedno z lepszych doświadczeń moich ostatnich lat.
Temat śmierci Palacha nadal porusza Czechów? Na ile jest to historia współczesna?
Takie najważniejsze doświadczenia tożsamościowe i narodowe aktualizują się nieustannie. Szczególnie jeśli nie zostały wcześniej przepracowane. Pokazaliśmy je bez filtru ironii ani stylizacji, dzięki czemu stały się szalenie żywe. Dla starszych to jak katharsis po traumie, dla młodszych pomoc w procesie poznawania samych siebie.
Rozmawiali Ewa Gajewska i Łukasz Grzesiczak
Czeska historia po polsku – o serialu „Gorejący krzew”:
Najnowsza fabuła Agnieszki Holland „Gorejący krzew” o Janie Palachu to trzyczęściowy serial wyprodukowany przez HBO. Przedstawia wydarzenia związane z aktem samospalenia studenta wydziału filozofii praskiego Uniwersytetu Karola – Jana Palacha, który 16 stycznia 1969 r., po inwazji sił Układu Warszawskiego, oblał się benzyną i podpalił na placu Wacława w centrum Pragi. Mężczyzna zmarł trzy dni później z powodu dotkliwych poparzeń 80% powierzchni ciała. Jego czyn do dziś pozostaje symbolem walki z reżimem. W serialu, oprócz śmierci Palacha, ukazana jest reakcja społeczeństwa na ten dramatyczny protest oraz walka z systemem komunistycznym, prowadzona przez jego rodzinę i adwokat Dagmar Burešovą (po 1989 r. została ministrem sprawiedliwości i przewodniczącą parlamentu Czechosłowacji). Agnieszka Holland wyreżyserowała serial na podstawie scenariusza młodego Czecha, Štěpána Hulíka. Sama była świadkiem i uczestnikiem tamtych wydarzeń jako studentka praskiej szkoły filmowej, FAMU.
Premiera w Czechach wywołała silne emocje. W obsadzie są m.in. Tatiana Pauhofová (w roli Dagmar Burešovej), Ivan Trojan, Petr Stach i Martin Huba. Zdjęcia kręcono od lutego 2012 r. m.in. w Pradze i rodzinnym domu Palacha w miejscowości Vszetaty. Polskim akcentem jest także muzyka autorstwa Antoniego Komasy-Łazarkiewicza. Uroczysty pokaz w Polsce, z udziałem reżyserki i pozostałych twórców, odbył się 26 lutego w Warszawie. Przy okazji produkcji serialu powstał projekt „Věrný zůstanu” („Wierni prawdzie”) dotyczący punktów zwrotnych czeskiej historii, od powstania republiki aż po aksamitną rewolucję. Gromadzi wiele unikatowych dokumentów, wcześniej niepublikowanych fotografii i nagrań. Na stronie www.vernyzustanu.cz (polska wersja: www.wierniprawdzie.pl) dostępne są również poruszające wywiady wspominające czyn Palacha, m.in. z Agnieszką Holland, aktorką Vlastą Chramostovą i Madeleine Albright.
[eg]
Tekst ukazał się w tygodniku „Przegląd”
http://novinka.pl/?p=2524